okładki

okładki

Na szczycie. Właściwy rytm - fragment przedpremierowy #3

W podziękowaniu za tak ogromny odzew na przedsprzedaż w Empiku za którą dziękuję z całego serca, mam dla Was kolejny przedpremierowy fragment właściwego rytmu. Rebekę i Sedricka czekają w tej części kolejne niełatwe zadania i nowe okoliczności. Mam nadzieję, że spodoba Wam się przemiana jaka w nich zaszła. 

Zapraszam na fragment! :)



Od dawna tak się nie cieszyłam. W końcu wracaliśmy do Los Angeles. Byłam ogromnie wdzięczna ojcu i Alice za to, co dla mnie zrobili, ale nadeszła pora, by wrócić do domu. Do mojego prawdziwego domu.
Sedrick właśnie rozliczał się z taksówkarzem, a ja spojrzałam ze skarpy w dół, na dom. Dom, z którego miałam najlepsze, ale i najgorsze, wspomnienia. Mimo wszystko chciałam się tu znaleźć. Zamieszkać z Sedem i naszymi dziećmi w domu, który podarował mi z miłości. Kiedy Sed kupował go dla mnie, kochał mnie. Tego była pewna. I to chyba sporo mi ułatwiało. Miałam dziwne poczucie, że znowu wpycham się w życie Seda z buciorami, ale on miał wobec nas pewne obowiązki. A razem, w jednym domu, miało być nam łatwiej wypełniać je nam obojgu.
Podniosłam z parkingu fotelik z Chloe i ruszyłam w dół.
– Reb, nie dźwigaj fotelika! Nie po schodach! – usłyszałam groźny ton Seda. Obejrzałam się, a on mierzył mnie wzrokiem w ten specyficzny, pouczający sposób.
– Daj spokój. Lekarz powiedział, że mogę nosić dzieci w foteliku! – burknęłam na niego. Nienawidziłam, jak mnie pouczał i kontrolował. Zaglądał mi w talerz, liczył, ile kanapek na śniadanie zjadłam, a na obiad dokładał mi jedzenia, myśląc, że nie widzę. Na początku mnie to nawet bawiło, ale teraz było to po prostu… wkurwiające.
– Lekarz powiedział też, że masz się oszczędzać, bo wyniki nadal nie są takie, jak powinny być! – Podszedł do mnie i wziął ode mnie fotelik ze śpiącą Chloe. Spojrzałam na niego krzywo, ale nie chciałam dyskutować. Sed zawsze był najmądrzejszy.
Ruszyłam schodami w dół i gdy byłam prawie na dole, noga omsknęła mi się na jednym ze schodków, a ja wylądowałam na tyłku.
– Mówiłem! – krzyknął za mną zadowolony Sed. Śmiał się ze mnie. Idiota!
– Tak ten remont zrobiłeś, że schody się pode mną zwalają! – odpowiedziałam, podniosłam się i skrzyżowałam dłonie na piersi, czekając, aż zejdzie.
– Schodów nie remontowałem, ale faktycznie przydałoby się je wzmocnić – odpowiedział z ironicznym uśmiechem.
– Jeśli sugerujesz, że jestem gruba, to zaraz polecisz z tych schodów do oceanu! – burknęłam. Nadal byłam zbyt wyczulona na te sprawy.
Sed skrzywił się, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
– Niczego takiego nie powiedziałem! – bronił się słabo.
– Ale tak myślisz. Wiem, jak wyglądam, i nie musisz mi dokładać! – warknęłam i szybko zbiegłam na sam dół, prosto na szerokie schody domu. Może naprawdę byłam przewrażliwiona, ale nic na to nie mogłam poradzić. Ten pieprzony brzuch wcale się nie zmniejszał, a pokarmu miałam coraz więcej. Cycki mnie bolały i miałam wrażenie, że wybuchną, gdy tylko chwilę spóźnię się z karmieniem albo odciąganiem mleka. To jakaś masakra. Macierzyństwo nigdy nie kojarzyło mi się z czymś takim. Odkąd zapragnęłam mieć dziecko, nie sądziłam, że to będzie wyglądało w taki sposób. Nie pamiętałam już bóli porodowych, bo to szybko się zapomina, ale dyskomfort, jaki odczuwam przez brzuch i piersi, był chyba o wiele gorszy.
Zatrzymałam się przed drzwiami, bo nie miałam kluczy. Dostanę w ogóle klucze do domu? –zastanawiałam się. Sed dołączył do mnie po chwili z fotelikami w obu rękach. Charlie właśnie się obudził, a mnie już buzowały cycki, co oznaczało porę karmienia.
– Rebeko, ja nie chciałem cię urazić, przecież…
– Oj, daruj sobie, Sed. Otworzysz w końcu? – Spojrzałam na niego, by już nic nie mówił. Westchnął głośno i popchnął drzwi, które o dziwo były otwarte. Gdy ruszyłam i przekroczyłam próg, żołądek mi się zacisnął. Nie byłam tu przecież tyle czasu i tak naprawdę to całe mieszkanie razem to jedna wielka niewiadoma.
– Witajcie w domu. – Poczułam na karku oddech Seda. Obejrzałam się na niego i zadarłam głowę, by spojrzeć mu w oczy.
– Dziękuję – odpowiedziałam szczerze i przeszłam korytarzem prosto do kuchni. Tutaj niewiele się zmieniło. W salonie zobaczyłam za to dwa łóżeczka dla dzieci i nowe dywany. Puszyste i miękkie, byśmy mogli leżeć na nich z maluchami. Uśmiechnęłam się i znowu spojrzałam na Seda.
– Idź na górę do sypialni – odpowiedział, odwzajemniając uśmiech.
– Która jest moja? – zapytałam.
– Nasza małżeńska, ja wziąłem tę dla gości.
Spojrzeliśmy na siebie w wymowny sposób. Sypialnia małżeńska. Nigdy nie zapomnę naszej poślubnej nocy czy każdej innej namiętnej nocy w niej spędzonej. Sed wygiął usta w ironicznym uśmieszku, jakby dokładnie wiedział, o czym pomyślałam.
– Idę nakarmić Charliego. – „Zanim wybuchną mi cycki” – dodałam w myślach.
– Najpierw zajrzyj do sypialni – dodał tajemniczo. Uniosłam brew i przekręciłam lekko głowę. – No idź! – Roześmiał się z mojej miny, a ja popędziłam na górę ciekawa tego, co tam na mnie czekało.
Otworzyłam drzwi, a z pokoju wysypało się chyba z milion kolorowych balonów. Ucieszyłam się jak dziecko. Weszłam do środka i zobaczyłam, że całe pomieszczenie, prawie pod sufit, wypełnione było balonami z napisem „Witaj w domu, Rebeko”. Taki ogromny gest, bym poczuła się tutaj dobrze od pierwszej chwili. Nawet nie widziałam mebli ani tego, co się zmieniło po remoncie.
Zbiegłam na dół, by podziękować Sedowi. Gdy tylko mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko. Obawiał się mojej reakcji? Niepotrzebnie. Takie gesty trzeba doceniać zawsze i byłam mu ogromnie wdzięczna, że tak się starał.
– Kto to posprząta? – zapytałam ironicznie, a Sed się roześmiał.
– Są z helem. Wystarczy otworzyć taras i będziesz miała posprzątane – odpowiedział i podszedł do mnie.
– Dziękuję ci, Sed. – Cmoknęłam go w policzek. – Za wszystko, co dla nas robisz – dodałam, a on palcem wskazał na drugi policzek. – No co? – zapytałam, udając, że nie rozumiem. Próbowałam ukryć emocje, ale pocałowałam go z radością.
– Mamy dwoje dzieci. Należą się dwa buziaki – odpowiedział i ponownie wskazał na swój policzek, w którym, jak zwykle, gdy się uśmiechał, powstał cudowny dołeczek. Lubiłam taką bliskość między nami. Ostatnio nieco mniej się go krępowałam i bywały momenty, gdy czułam się lepiej w jego towarzystwie niż w samotności. Gdy razem opiekowaliśmy się dziećmi, kąpaliśmy je, przebieraliśmy czy usypialiśmy, zachowywaliśmy się jak rodzina. Prawdziwa rodzina, bez tego całego bagażu. – No więc? – dopytał niecierpliwie, dopraszając się kolejnego całusa. To urocze, że czasami zapominał się, jakby mu na mnie zależało. Zależało w taki sposób jak kiedyś, ale to zapewne niemożliwe. Jako matka jego dzieci byłam dla niego ważna, ale nie tak, jak bym chciała być. Chciałam i się bałam. To trudne do pojęcia i jeszcze trudniejsze, by to wszystko jakoś wyjaśnić. W końcu miało dojść do takich rozmów, ale na razie starałam się je odwlekać najbardziej, jak mogłam . Nie chciałam znowu przeżywać tego, co się wtedy działo. To bolesne. Bardzo bolesne, a ja nie powinnam była się denerwować.
– Ostatni! – Pokazałam ostrzegawczo i cmoknęłam go po raz kolejny.

– Dobrze, a teraz nakarm naszego głodnego, wrzeszczącego syna. – Postawił na kuchennym blacie wyspy fotelik z Charliem i spojrzał na niego. – Drzesz się, jakby cię ze skóry obdzierali, młody! – powiedział, a Charlie zrobił taką śmieszną minę, a po chwili rozpłakał się jeszcze bardziej. Zaśmiałam się i wzięłam go na ręce. Swoją małą rączką zaczął szukać piersi jak szalony. Usiadłam na tarasie i nakarmiłam go, patrząc na ocean. Och, tu nam będzie dobrze – myślałam. Spokój, cisza i ten widok. Lekko przysypiając, spojrzałam jedynie w stronę salonu, gdzie Sed właśnie wyjął Chloe i zmieniał jej pieluszkę. Uwielbiałam patrzeć, jak zwinnie mu to wychodzi. Te silne, męskie ramiona były takie delikatne w opiece nad naszymi maluchami. Nawet ja nie mam tyle pewności przy dzieciach jak on. Bałam się czasami, że coś im zrobię albo uszkodzę, a Sed miał wprawę, jakby był stworzony do bycia ojcem. Ja wszystkiego musiałam się nauczyć, a on, mimo że nie miał czasu oswoić się z myślą o tacierzyństwie, radził sobie świetnie.


Swój egzemplarz możecie przedpremierowo zamówić TUTAJ
Zobacz więcej >

Na szczycie. Właściwy rytm - fragment przedpremierowy #2

Cześć Kochani!

Wiem, że wiele osób z niecierpliwością czeka na premierę czwartej części Na szczycie, więc mam dla Was drugi przedpremierowy fragment. Tym razem coś zabawnego :) 

Zapraszam serdecznie! :) 

Do hejterów i zazdrośników: po co znowu tu wlazłeś? Po co to czytasz skoro nie podoba Ci się moja twórczość? Nie szkoda Ci czasu na śledzenie moich poczynań? Zajmij się czymś pożytecznym.



W południe pojechałam z Simonem do jednego z centrów handlowych
niedaleko domu Donovanów, by kupić w końcu ten biustonosz
do karmienia. Sedrick został z dziećmi i obawiałam się, czy poradzi
sobie sam przez te kilka godzin. Ranek był naprawdę miły. Zjedliśmy
razem śniadanie i poszliśmy z dziećmi na spacer do ogrodu. Sed
w końcu narobił brzdącom mnóstwo zdjęć i nawet pozwoliłam mu
pstryknąć kilka podczas karmienia. Niezmiernie go to ucieszyło i nie
ukrywałam, że mnie też. Powoli otwierałam się na niego, a to było
ważne, skoro mieliśmy zamieszkać razem.
– Poprosimy dla tej pani biustonosz o miseczce Z – zawołał od
progu sklepu Simon, przykuwając uwagę wszystkich kobiet. Szłam
za nim i nie wiedziałam, czy mam się roześmiać, czy zdzielić go po
głowie.
Młoda, uśmiechnięta ekspedientka podeszła do nas i zapytała:
– W czym mogę państwu pomóc?
– No, po stanik przyszliśmy. Taki największy na te dwa mleczne
hangary. – Dotknął wymownie moich piersi, a ja wywróciłam oczami.
Już dawno przyzwyczaiłam się do tego, że Simon obmacywał mnie,
gdy tylko mógł. Teraz, kiedy moje piersi były duże i nabrzmiałe od
mleka, robił to przy każdej okazji.
– Rozumiem, że poszukują państwo stanika do karmienia? – zapytała
rozbawiona dziewczyna.
– Dokładnie tak! – kontynuował Simon, nie dając mi dojść do
głosu. – Czy ty sobie wyobrażasz, jaka ona mokra budzi się w nocy?
Cycki jej przeciekają i całą koszulę ma w mleku, o tutaj… – Simon
zatoczył dwa kółka dłonią na wysokości piersi i spojrzał na mnie. – Ja
przy okazji mogę sobie popatrzeć na konkurs mokrego podkoszulka,
ale jej facet się za to wkurza. – Puścił oczko do ekspedientki, która
rozpływała się pod słodkim, zadziornym spojrzeniem Simona.
– Miała pani dobierany kiedyś biustonosz? – zapytała.
– A, i jeszcze dojarkę potrzebujemy! – dodał zadowolony. Skrzywiłam
się. Dojarkę?
– Laktator, a nie dojarkę – wtrąciłam.
– A to nie to samo? – Wiedziałam, że zgrywał głupa, ale byłam na
granicy, by mu nie przywalić.
– Więc potrzebują państwo biustonosza i laktatora, tak? – dopytała
dziewczyna.
– Tak – odpowiedziałam.
– A co to właściwie jest ten laktator? – zapytał Simon.
– To urządzenie do ściągania mleka z piersi, proszę pana.
– I to tak zasysa i leci? – Jego ciekawość mnie dobijała.
– Tak – odpowiedziała, rumieniąc się.
– A macie coś takiego na penisy? W sumie to dobre by było… –
Wbiłam w niego spojrzenie i trąciłam, by się uspokoił.
– Simon! – warknęłam na niego dodatkowo.
– No co? Pytam tylko. Niektórzy są honorowymi dawcami krwi,
to ja mogę być honorowym dawcą spermy! Mam dobre geny – powiedział
to tak głośno, że wszystkie kobiety w sklepie się roześmiały.
– Ale z ciebie idiota! – Trąciłam go mocniej.
– Może i idiota, ale jaki seksowny. – Uniósł lekko koszulkę, pokazując
swój umięśniony brzuch. Wywróciłam oczami, bo nie robiło to na mnie już żadnego wrażenia. Ekspedientka jednak właśnie miała
zawał i orgazm w jednym, a sądząc po tym, jak patrzył na nią Simon,
zaraz miała rozłożyć jej nogi w jednej z przymierzalni.
– Dobrze, możemy kupić ten stanik? – wtrąciłam.
– Oczywiście. Ja chętnie popatrzę! – Usiadł na sofie naprzeciwko
szeregu przymierzalni i zrobił zadowoloną minę. Co w niego dziś
wstąpiło? Nie pamiętam, żeby był taki napalony. Dziewczyna zaprosiła
mnie do jednej z kabin, by dobrać mi rozmiar, a Simon zerwał się
na równe nogi. – Mogę pomóc? – zapytał, także biorąc do dłoni centymetr
krawiecki, by mnie zmierzyć.
– Oszalałeś chyba! Wynocha mi stąd. – Wypchnęłam go lekko
z kabiny. Wstydziłam się rozebrać przed lustrem, a ten mi tu pokaz
chciał urządzać. Nawet przy Sedzie jeszcze krępowałam się choćby
przebrać czy chodzić w samej piżamie bez szlafroka.
– Reb, nie wygłupiaj się. Przecież widziałem cię nagą! – Stanął pod
drzwiami przymierzalni. Jego głos niósł się po całym sklepie. Zrobiłam
się cała czerwona, ekspedientka również.
– Czas przeszły! – Zaparłam się dłonią o drzwi, by nie wlazł do
środka. Trey mu w nocy nie dogodził czy co? – zastanawiałam się.
– Pogadamy o tym jeszcze… – Chyba odszedł gdzieś dalej, a ja
w końcu miałam chwilę, by dobrać biustonosz do karmienia. Kupiłam
od razu trzy, i do tego laktator.
Gdy zapłaciłam, Simon właśnie wrócił z innego sklepu. Był zadowolony
i widać, że coś kombinował. Podszedł do mnie, tak głupkowato
się uśmiechając.
– Co tam, mamuśka? – zapytał, trącając mnie lekko w bok.
– Nic. Ja kupiłam, co chciałam, a ty co kupiłeś? – Próbowałam zajrzeć
mu do torby, ale mi nie pozwolił.
– To teraz gdzie? Jemy coś czy wracamy do kup, pieluch i pudrowej
zasypki? – Zaśmiał się. Miał dziś wyjątkowo dobry humor, w sumie to
i mnie się to udzieliło.
– Możemy zjeść, zanim Sed zadzwoni, że sobie nie radzi z maluchami
– powiedziałam drwiąco. Ciekawa byłam, co robią. To pierwszy
raz, gdy został z nimi sam na kilka godzin.
– Poradzi sobie. Świetny z niego ojciec – stwierdził Simon i pokazał
na najwyższe piętro centrum handlowego, gdzie mieściły się
restauracje. – Sushi? – zaproponował.
– Może być. Obym od tego nie przytyła! – Zaśmiałam się, a tak
naprawdę wcale mi nie do śmiechu. Moje ciało po porodzie i ciąży
wyglądało jak kompletna katastrofa. Lekarz niby powiedział, że wrócę
do normy, brzuszek spadnie i jeśli będę ćwiczyć, to jest szansa, że
nie będzie tak źle, ale marnie to widziałam. Od porodu minęły prawie
cztery tygodnie, a ja wyglądałam, jakbym nadal była w ciąży.
– Mała, nie przesadzaj, dobrze wyglądasz – stwierdził Simon,
przypatrując mi się uważnie.
– Daj spokój, mam w domu lustro – odpowiedziałam i znowu
się zawstydziłam. Simon zawsze wyglądał seksownie. Mógłby włożyć
worek na ziemniaki i każda kobieta nadal piszczałaby na jego
widok. To po prostu ten typ faceta, którego chcesz mieć między swoimi
nogami. Wzbudzał zainteresowanie nawet na zwykłych zakupach.
Na szczęście w Nowym Jorku ludzie są nieco mniej odważni i wyzwoleni,
by tak podejść i zagadać. Może dlatego, że ja z nim byłam?
– Chyba jakieś krzywe zwierciadło. – Objął mnie i ruszyliśmy na
ruchome schody, by wjechać na piętro. Wybraliśmy bar sushi, gdzie
ugoszczono nas wręcz po królewsku. Dostaliśmy stolik na tarasie na
samym dachu centrum handlowego, widok był powalający. Simon
zamówił mnóstwo jedzenia, bo uwielbia sushi, a ja zdałam się na jego
gust. Nie mogłam jeść surowego mięsa, więc wszystko było z pieczonym
łososiem albo kurczakiem. Pyszne! Nie mogłam się oderwać od
kolejnych roladek.
– Trey ucieszył się z prezentu? – zapytałam ciekawa. Simon z ustami
pełnymi ryżu wyszczerzył się szeroko.
– Był zachwycony! – odpowiedział. Trey w prezencie od swojego
ukochanego dostał zestaw seksualnych zabawek i zaproszenie na najlepszy
striptiz w Nowym Jorku.
– Próbowaliście już coś z tych zabawek?
Simon spojrzał na mnie podejrzliwie.
– Nadal próbuję namówić go, żeby dał mi się przelecieć, ale to
ciężka sprawa. Ja to nie wiem, przed czym on ma takie opory…
Roześmiałam się na widok jego miny.
– Wiesz, to pewnie tak, jakbym ja miała namówić Seda, by dał
sobie włożyć wibrator do tyłka… – wtrąciłam.
– Kurwa, Sed zgodziłby się prędzej niż ten mój pajac! – Simon się
roześmiał. – A wy coś już? – zapytał.
– Że niby ja i Sed? – Uniosłam brew.
– No, a kto, kurwa? – Rzucił mi spojrzenie.
– Simon, po pierwsze to miesiąc temu urodziłam dwoje dzieci
i nie mogę uprawiać seksu, a p drugie…
– Po drugie co?
– Po drugie nie wiem, czy potrafiłabym otworzyć się przed nim
tak jak kiedyś… – dodałam cicho.
– Oj, pieprzysz głupoty. Może jest między wami emocjonalna katastrofa,
ale seks zawsze jest dobry, skoro kiedyś taki był – stwierdził.
– Nie myślę o nas w takich kategoriach. Sed jest dla mnie jak obcy
człowiek. Naprawdę wiele się zmieniło, Simon…
– Ale zamieszkacie razem, tak? – dopytał.
– No tak…
– I prędzej czy później zatańczysz na jego kutasie, aż miło. Uwierz
mi. – Puścił mi oczko, a ja wywróciłam oczami.
– Nie sądzę – burknęłam pod nosem.
– Za dużo myślisz, mała. Dajcie sobie czas.
– Simon, to nie takie proste. Nie jesteśmy już małżeństwem, wzięliśmy
rozwód… To naprawdę wszystko zmieniło.
– Są śluby, rozwody i powroty, Reb. Nie chcę ci gderać i prawić
kazań, ale czas leczy rany. – Zaśmiał się. – To takie, kurwa, banalne,
a takie prawdziwe, mała. – Wyciągnął do mnie dłoń.
– No nie wiem…
– Przestań już analizować! Lepiej zobacz, co dla ciebie kupiłem! –
W końcu wyciągnął torbę, którą tak przede mną ukrywał, i postawił
ją na moich kolanach.
– To dla mnie? – zapytałam zaskoczona.
– Tak! – odpowiedział podekscytowany i pokazał, bym zajrzała
do środka.
Odwinęłam ozdobny papier i zobaczyłam komplet ekskluzywnej,
seksownej bielizny. Momentalnie zrobiłam się cała czerwona.
– Mam w tym dzieci karmić? – Wbiłam w niego spojrzenie.
– Jeśli lubisz… – Poruszył brwiami i wyciągnął ze środka skąpą
haleczkę. Chwyciłam ją i schowałam.
– Simon, nie zawstydzaj mnie w miejscu publicznym! – pisnęłam
i włożyłam torbę z prezentem pod krzesło.
– Nie zawstydzam! Bielizna to normalna rzecz! – oburzył się.
– Nigdy tego nie założę. Te majtki są za małe! – Zerknęłam niepewnie
jeszcze raz do torby. Komplet był piękny, ale na mnie wyglądałby
okropnie. Nie dla mnie takie skąpe stringi i przeźroczysta
haleczka.
– Za małe na co? – Odchylił się zza stołu i spojrzał na mnie.
– Na mój tyłek i brzuch! Ślepy jesteś, Simon? – warknęłam już
naprawdę zirytowana. Nie musiał silić się na uprzejmości, bo ja wiedziałam,
jak wyglądam. Skrzywił się, widząc, że nie żartuję.
– Mała, no coś ty…
– Skończmy ten temat. Dziękuję za prezent, ale nie musiałeś niepotrzebnie
się wykosztowywać. – Spuściłam wzrok. Mój humor kompletnie
się popsuł.
– Mam mnóstwo kasy. – Chyba próbował mnie rozbawić, ale mu
się nie udało.
– A ja nie i teraz zamiast ojca będzie utrzymywał mnie mój były mąż.
– Reb, cholera, nie chciałem cię urazić! – Przesiadł się na krzesełko
obok mnie i przytulił. Nie chciałam się rozpłakać, ale mi nie wyszło.
Znowu się rozryczałam, w dodatku przy tych wszystkich ludziach. –
Naprawdę nie chciałem! Nie płacz! – Zaczął pocierać delikatnie moje
plecy, by mnie uspokoić.
– Przepraszam, ale to chyba przez hormony – powiedziałam po
chwili, ocierając łzy. Spojrzałam na niego, po czym się roześmiałam.
– To chyba naprawdę hormony – stwierdził i popatrzył na mnie jak
na wariatkę, ale po chwili także się uśmiechnął. – Może nie poprawi ci
to samopoczucie, ale ja… – Pokazał na siebie w wymowny sposób. –
Ja z chęcią bym cię przeleciał mimo tego, jaka z ciebie mamuśka –
dodał zadowolony.
– Wiedziałam, że zawsze mogę na ciebie liczyć. – Położyłam mu
dłoń na ramieniu i rozbawiona ucałowałam go w policzek.
Zobacz więcej >

Piętno Morfeusza - zapowiedź

Zapraszam do lektury prologu Piętna Morfeusza. To nie będzie kontynuacja losów Cassandry i Adama, ale wierzę, że nie będziecie zawiedzeni :)




Prolog


Kiedyś byłem normalnym facetem, ale moje życie składa się z trzech etapów. W każdym z nich byłem zupełnie innym człowiekiem. Te etapy dzielą się na to, co było przed, w trakcie i co jest po… Mirrors. Czas „przed” zbudował we mnie świadomość, że pragnąłem mieć rodzinę, kochać i być kochany. Wtedy nie wiedziałem, co mnie czeka i co przysienie los. Teraźniejszość, to lekarstwo na moją zniszczoną duszę.  Chcę wierzyć w to, że mam serce, bo nadal walczę o siebie i swoich bliskich. Nie zatraciłem swojego człowieczeństwa, a to tylko i wyłącznie zasługa jednej kobiety. Nie wiem, co jest łatwiejsze? Okres przed czy po? Nie umiem porównać, a może nie chcę? Może się boję? Strach to przecież jedno z najczęściej towarzyszących mi uczuć. Bałem się od dawna, a teraz, gdy już tak naprawdę nie muszę się niczego obawiać, coś nie daje mi spokoju. Spokój jest zbyt piękny, by był prawdziwy. To nie jest takie łatwe. To nie znika. Wspomnienia, przeszłość… To  wszystko, co było pomiędzy okresem „przed i po” Mirrors, to… Moje piętno. 
Zobacz więcej >
K.N. Haner - autorka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka