okładki

okładki

Zapomnij o mnie - K.N. Haner (rozdziały 5-8)



Rozdział 5

Cały dzień w pracy rozmyślałem o Sarze i sytuacji z dzisiejszego poranka. Nie miałem nawet jej numeru, by zadzwonić i umówić się na spotkanie. Nie chciałem kolejny raz rozmawiać z nią w domu. To nie było neutralne terytorium. Potrzebowałem odpowiedniego miejsca na taką rozmowę. Akurat jadłem obiad, gdy Ash zaczynał zmianę. Spojrzał na mnie z głupim uśmiechem, a ja od razu wiedziałem, że Synthia „pochwaliła” się, że jej nie przeleciałem. Przysiadł się i patrzył, a ja miałem ochotę mu przypierdolić.
-Czego? – zapytałem i odłożyłem pudełko z jedzeniem na stół.
-Zrobiłeś wczoraj duże wrażenie na Synthii – spojrzałem na Asha.
-Taaa… zapewne.
-Nie wiem co jej zrobiłeś, ale poprosiła mnie bym załatwił jej twój numer. Nie chciałem go dawać bez twojej zgody – uniosłem brew. Czy on mówił poważnie?
-O to chodzi, że nic jej nie zrobiłem.
-Nie było bzykanka? – zapytał, odrobinę zbyt głośno. Pokręciłem głową na jego niedyskretność, ale Ash zaczął się śmiać.
-Nie, kot mnie rozproszył – powiedziałem, a Ash tym razem aż ryknął ze śmiechu.
-Jeśli nie chcesz, to nie dam jej numeru. Nie wyglądasz na zadowolonego po wczoraj… - zmienił temat, przyglądając mi się uważnie.
-Miałem dziwny poranek… - ugryzłem się w język, bo nagle przypomniało mi się, że Ash przecież zna Sarę i Matta.
-Opowiesz mi o tym na treningu, okej? Idę się przebrać, bo pora zacząć zmianę.
Nie chciałem gadać o tym z Ashem. Synthia to nie był mój problem. Właśnie też uświadomiłem sobie, że określiłem Sarę „problemem”, a to już dużo znaczyło. Dokończyłem obiad i wróciłem do pracy. Dziś było naprawdę mnóstwo roboty, więc czas do wieczora zleciał mi szybko. Byłem padnięty, więc odpuściłem trening i pragnąłem jedynie wrócić do domu. Dostałem też swoją tygodniówkę, więc wracając, postanowiłem kupić coś do jedzenia i zrobić kolację. Liczyłem na to, że zjem ją we trójkę z Sarą i Mattem.
-Jestem! – krzyknąłem od progu i skierowałem się do kuchni, by rozpakować zakupy. Ze swojego pokoju wyjrzał Matt.
-Czy te siatki to zwiastun kolacji? – wyszczerzył się szeroko.
-Chyba tak. Jest Sara? – zapytałem z ciekawości.
-Nie, wyszła rano i do tej pory jej nie ma. Dzwoniłem, ale nie odbierała, więc ma pewnie dużo zajęć na uczelni – zerknąłem na zegarek na ścianie w kuchni. Było już dobrze po ósmej wieczorem.
-Zrobię więcej, to może zje jak wróci. Za godzinę będzie kolacja – oznajmiłem i zabrał się za robienie domowej chińszczyzny.
Kilka chwil przed północą usłyszałem dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Podniosłem głowę i pod drzwiami pokoju zobaczyłem tylko cień przemykającej do swojego pokoju Sary. Nie zapaliła nawet światła, co oznaczało, że nie chciała, by ktoś wiedział, że dopiero wróciła. Ta godzina nie była odpowiednią porą na rozmowy, ale coś nie dawało mi spokoju. Wstałem z łóżka i wyszedłem na korytarz. Czekałem chwilę z nadzieją, że Sara również wyjdzie z pokoju. Zrobiła to, ale widząc mnie, odwróciła wzrok.
-Sara – podszedłem do niej. Zapaliłem światło, by móc na nią patrzeć.
-Dopiero wróciłam, jestem zmęczona  - bąknęła, ale nie miałem zamiaru odpuścić. Chwyciłem ją za brodę i zastygłem dostrzegając w jej oczach łzy. Ona wstydziła się łez. Chciała się odsunąć, ale jej na to nie pozwoliłem.
-Co się stało? – zapytałem. Pierwszy raz w życiu ruszyły mnie czyjeś łzy. To było naprawdę dziwne uczucie.
-Mam po prostu zły dzień.
-I chcesz by się skończył? – dodałem i musnąłem palcem jej policzek. Kolejna łza zmoczyła mój opuszek, a Sara w końcu spojrzała mi w oczy.
-Tak, chcę by się skończył… - odpowiedziała szeptem. Miałem wrażenie, że te słowa znaczyły zupełnie co innego. Widziałem, że ona nie chce rozmawiać, a jednocześnie nie chciała bym zostawił ją samą. Co miałem zrobić? Ta dziewczyna była dla mnie jedną wielką zagadką.
-Mam wrócić do siebie? – zapytałem po chwili. Nie oczekiwałem niczego. Po prostu chciałem, by była ze mną szczera.
-Nie… nie wiem – zawahała się – O Boże, Marshall. Jestem taką idiotką – nagle zaniosła się jeszcze większym płaczem. Zamurowało mnie, a Sara wtuliła się w moją pierś i łkała coraz mocniej. Objąłem ją lekko i nie wiedziałem co mam zrobić. Nie chciałem, by Matt się obudził, więc zaprowadziłem nas do mojego pokoju. Posadziłem Sarę na łóżku i usiadłem obok. Czekałem chwilę aż nieco się uspokoi. Na co liczyłem? Tego nie wiedziałem. Siedzieliśmy w ciszy długą chwilę. Wsłuchiwałem się w jej ciche łkanie, a potem w każdy oddech, gdy próbowała się opanować. Była zawstydzona, a ja doskonale ją rozumiałem. Też nie lubiłem obnażać się emocjonalnie przed innymi.
-Już lepiej? – zapytałem.
-Nie, nic nie jest lepiej, Marshall. Ludzie żyją złudzeniami, okłamują samych siebie, dają się źle traktować, by spełnić oczekiwania innych. To bardzo chujowe uczucie – powiedziała nagle. Niczego nie rozumiałem, a ona oczekiwała zrozumienia. Wiedziałem jednak, że nie odpowie na moje pytania.
-Wiem jak to jest czuć się chujowo. Czuję się tak przez większość życia - odpowiedziałem szczerze, a Sara uśmiechnęła się z ironią.
-Może dlatego wydaje mi się, że jesteśmy do siebie podobni? – spojrzała na mnie. Była już spokojna i nie płakała. Znowu dostrzegłem to coś w jej oczach, co najbardziej mnie intrygowało. Nagle zapragnąłem ją pocałować. Nie wiem czemu? Tym razem Sara mnie nie prowokowała i nie oczekiwała tego, i chyba właśnie dlatego to zrobiłem. Ująłem jej twarz, a ustami przywarłem do jej ust. Były miękkie, ciepłe i lekko rozchyliły się, dając znać, że mogę posunąć się dalej. Wsunąłem w nią język i poczułem słodki smak śliny. Objąłem Sarę, by czuć ją bliżej. Ona nie protestowa i również mnie objęła. Jęknęła cicho, gdy przytrzymałem jej głowę i  pogłębiłem pocałunek. Naparłem na nią, a po chwili pchnąłem ją tak, że opadła plecami na materac. Podsunąłem się szybko, by mi nie uciekała. Nie mogłem nad sobą zapanować. Momentalnie znowu jej pragnąłem, a każda sekunda potęgowała we mnie to uczucie.
-Jeśli mam przestać, to powiedz to teraz – wyszeptałem, sunąc dłonią do jej pośladków.
-Nie, nie przestawaj – wyjęczała w moje usta i przyciągnęła mnie do siebie. Wsunąłem rękę pod jej pupę i ścisnąłem mocno, a Sara jęknęła ponownie. Wygięła się w łuk, eksponując przede mną swoje piersi, które w czarnej bluzeczce wyglądały bardzo zachęcająco. Wiedziałem do czego to prowadzi i nie mogłem przestać. To było jak trans. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Zdarłem z niej bluzkę i zacząłem całować dekolt. Po chwili zsunąłem ramiączka biustonosza i zatopiłem usta w jej piersiach. Były miękkie i krągłe, a sutki sterczały z podniecenia. Lizałem je na przemian, a drugą dłonią sięgnąłem do paska jej spodni. Bez wahania wsunąłem rękę pod majtki i poczułem jaka była gotowa. Gorąca i wilgotna, a to podnieciło mnie jeszcze bardziej.
-Sara… - jęknąłem. Najnormalniej w świecie wyjęczałem imię dziewczyny i to pierwszy raz w życiu. Wsunąłem palce między jej wargi, a następnie odnalazłem łechtaczkę i zacząłem ją masować. Nie byłem ekspertem w tych sprawach. Nie uprawiałem regularnego seksu i nie miałem Bóg wie jakiego doświadczenia. Wszystko robiłem instynktownie, ale z wyczuciem. Nie chciałem posunąć się za daleko, chociaż już ten pocałunek był złamaniem wszystkich współlokatorskich zasad.
-Nie przestawaj… - wysapała i zamknęła oczy. Rytmicznie poruszała biodrami, by dopasować się do ruchów moich palców. Jej wilgoć sprawiła, że zapragnąłem poczuć jaka była w środku. Przez sekundę wyobrażałem to sobie, a po chwili zatopiłem w niej dwa palce.
-O kurwa, Sara… - znowu jęknąłem. Słodkie ciepło jej cipki, która zaciskała się mocno, otuliło moją dłoń.
-Tak, mocniej – nagle chwyciła moją dłoń, dając do zrozumienia bym przyśpieszył. Tak wiec zrobiłem. Pieściłem ją mocniej i szybciej, dołączyłem trzeci palec i pocałowałem namiętnie jej usta. Sara przygryzła moją wargę i zastygła. Zacisnęła rękę na moim nadgarstku, a ja poczułem jak jej ciałem wstrząsa silny dreszcz. Jej cipka pulsowała, zrobiła się jeszcze bardziej mokra, a ja mogłem patrzeć na stan ekstazy do jakiego doprowadziłem Sarę. Podobał mi się ten widok. Ona jęczała i wiła się, a ja pragnąłem więcej i już zacząłem ściągać swoje spodnie, gdy nagle światło w korytarzu zapaliło się.
-Sara? Sara to ty? – oboje usłyszeliśmy głos Matta. Zasłoniłem dłonią usta Sary, bo ta nadal wydawała z siebie erotyczne dźwięki.
-Cicho! – wyszeptałem i dostrzegłem rozbawienie w jej oczach. Również się uśmiechnąłem i wstałem powoli, pokazując, by Sara nie ruszała się z miejsca. Zdjąłem koszulkę i uchyliłem drzwi od pokoju.
-Chyba jeszcze jej nie ma – powiedziałem, zerkając na totalnie zaspanego Matta.
-Byłem pewny, że ją słyszałem.
-Przyśniło ci się – nagle poczułem na plecach jej dłonie. Aż podskoczyłem, ale Matt tego nie zauważył.
-Chyba tak… Wracam do wyra. Dobranoc!
Szybko zamknąłem drzwi i odwróciłem się. W moim pokoju było ciemno, ale od razu dostrzegłem, że Sara była już zupełnie naga. Oblizałem usta. Kurwa. Nie potrafiłem się opanować. Podszedłem i podsadziłem ją na siebie. Opadliśmy na łóżko i zaczęliśmy się namiętnie całować. Po chwili nie miałem już na sobie spodni i tak niewiele brakowało do tego, bym poczuł ją dogłębnie, ale nagle w jej pokoju zaczęła dzwonić komórka.
-Cholera! – pisnęła Sara. Oboje wiedzieliśmy, że Matt też zaraz usłyszy ten dźwięk. Zerwaliśmy się z łóżka, a ona nago przebiegła do swojego pokoju. Zaraz potem na korytarz wyszedł Matt i zaczął rozmawiać z Sarą przez drzwi.  Ja zostałem sam, na pełnym wzwodzie, a moje łóżko pachniało nią do rana. Cały czas ją czułem, bo nie zmrużyłem oczu, ale Sara tej nocy już do mnie nie wróciła.

Rozdział 6

Przywaliłem z całej siły w worek treningowy. Zrobiłem to tak mocno, aż Ash odskoczył w tył i spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem. Od trzech dni chodziłem nabuzowany, a kłębiące się we mnie emocje i myśli, nie dawały mi spokoju.
-Co ty dziś taki narwany? – zapytał, podając mi butelkę z wodą.
Tak, byłem narwany. Dlaczego? Nie widziałem Sary od tamtej nocy. Unikała mnie. Nie wracała do domu, albo wychodziła tak wcześnie, by mnie nie widzieć. Dziś rano specjalnie wstałem wcześniej, by z nią porozmawiać, ale ona, jak na złość, siedziała ponad dwie godziny w łazience, a potem wykorzystała chwilę, gdy robiłem śniadanie i pośpiesznie wyszła z mieszkania. Nie wiedziałem co się dzieje? Co zrobiłem źle? Uraziłem ją czymś tamtego wieczoru? Każda myśl o niej nie pozwalała mi normalnie funkcjonować. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy, ale nie mogłem przewidzieć na co powinienem się przygotować.
-Nie wiem… - spojrzałem na niego – Pójdziemy po pracy na jakiś browar? – zaproponowałem. Odkąd pamiętam nadużywałem alkoholu, ale przez ostatni rok byłem praktycznie abstynentem. Starałem się nad tym panować, ale tego dnia musiałem się odprężyć.
-Yyy… Missy ma dziś wychodne, ale możemy iść do nas i wypić po piwie. Wiesz, ona siedzi w domu z małą i raz w miesiącu robi sobie wieczór z koleżankami, by nie stać się znudzoną kurą domową – głos Asha brzmiał jak tłumaczenie. Uśmiechnąłem się.
-Nie jesteś o nią zazdrosny? – zapytałem. Żona Asha była śliczną kobietą. Miała krągłości po ciąży, ale to dodawało jej uroku. Spory biust, biodra i wielkie oczy, w których zawsze był swojego rodzaju błysk. Oprócz tego otwartość i poczucie humoru wyróżniały ją spośród innych kobiet, które nie miały takiego dystansu do świata i siebie.
-Pewnie, że jestem. To świetna laska – Ash również się uśmiechnął – Ale ufam jej, ona mi chyba też ufa. Wiesz, bez zaufania nie można budować związku, a tym bardziej małżeństwa. Mamy córkę, która wiele zmieniła między nami i powiem ci szczerze… - nachylił się bliżej – Po ciąży i porodzie bałem się, że seks będzie chujowy, a jest wiele lepiej. Missy jakby… Nie wiem jak to określić? Stała się bardziej pewna siebie.
-Nie wdawaj się w szczegóły, bo jestem wyposzczony – powiedziałem szczerze.
-No to trzeba było od razu mówić, że to o to chodzi. Dziś piątek, a chłopaki co tydzień chodzą na podryw. Idź z nimi, a nie będziesz zanudzał z zakochanym w żonie i córce nudnym tatuśkiem.
-Nie mam ochoty na podryw. Chcę się po prostu napić piwa.
-Kiedy ostatnio coś zaruchałeś? – zapytał, a ja parsknąłem śmiechem. Takie słownictwo totalnie do niego nie pasowało. Ash był spoko gościem, a ja naprawdę zaczynałem go lubić.
-Szczerze? Z rok temu? – próbowałem sobie przypomnieć imię tamtej dziewczyny, którą przeleciałem na tyłach baru w miasteczku gdzie mieszkali moi rodzice. Tamten bar był wtedy moim domem. Pracowałem tam, piłem za darmo, ćpałem, poznawałem dziwnych ludzi. To trwało zdecydowanie za długo i doprowadziło do tragedii przez którą byłem teraz w Nowym Jorku i chciałem odciąć się od tamtego życia.
-Serio? Rok bez bzykanka? Ja bym nie wytrzymał… - Ash aż potrząsnął głową.
-Jakbym miał żonę, to też bym nie wytrzymał.
-Więc musimy znaleźć ci żonę – spojrzałem na Asha.
-Do małżeństwa mi daleko, Ash i skończmy pierdolić te głupoty, tylko dokończmy trening i jedźmy do was.
-Okej! Jeszcze po jednej rundziei spadamy stąd! – Ash rzucił we mnie ręcznikiem i chwycił worek. Wytarłem twarz, napiłem się wody i znowu zacząłem okładać go z całej siły.
Wróciłem do domu nad ranem. Byłem totalnie pijany, ale w dobrym humorze. Nasz męski wieczór nieco się przedłużył, a Ash ze zwykłej gościnności nie potrafił mnie wyprosić. On wypił jedynie dwa piwa, a ja… chyba ze dwanaście. Missy dołączyła do nas koło pierwszej w nocy i dotrzymywała mi kroku. Nie sądziłem, że po alkoholu mogła być jeszcze bardziej urocza. Kleiła się do Asha i była bardziej rozluźniona niż zwykle. Ash miał z nas naprawdę niezły ubaw.
-Kurwa… - zakląłem, próbując trafić kluczem w zamek. Nie miałem pojęcia czy ktoś był w mieszkaniu, a nawet jeśli, to nie chciałem nikogo budzić. Gdy w końcu udało mi się otworzyć drzwi, zrobiłem krok i potknąłem się o własne nogi. Byłem bardziej pijany niż mi się wydawało. Narobiłem hałasu, a ze swojego pokoju nagle wyszła Sara.
-Mam przewidzenia czy naprawdę jesteś w domu? – wybełkotałem. Byłem zaskoczony, że Sara w końcu zaszczyciła mieszkanie swoją obecnością.
-Może i dwoi ci się w oczach od nadmiaru wódy, ale tak, jestem w domu – podeszła do mnie i chciała pomóc mi wstać. Zerknąłem na drzwi od pokoju Matta, były otwarte, a to oznaczało, że tym razem jego nie było.
-A gdzie byłaś przez te dni? – zapytałem i spojrzałem na nią. Znowu wydawała mi się taka śliczna. Zaspana, naturalna i słodko zdziwiona moim stanem.
-Miałam ważne sprawy. Wstawaj, Marshall i połóż się spać, bo jesteś totalnie…
-Pijany? – zaśmiałem się w głos.
-Tak.
-A ty jesteś manipulantką, wiesz o tym? – wypaliłem nagle. Nie myślałem trzeźwo, i to nie była jedynie kwestia tych dwunastu wypitych piw. Sara uniosła brew i skrzywiła się lekko.
-Jeśli chcesz pogadać o tamtej nocy, to zróbmy to innym razem, a nie teraz. Za trzy godziny muszę wstać i jechać na uczelnię – powiedziała niepewnie. Nagle zawstydziła się, a to dodało mi odwagi.
-Wykorzystałaś mnie.
-Co? Ja? – aż pisnęła.
-Nie jesteś niewiniątkiem i doskonale o tym wiesz. Czemu do mnie nie wróciłaś tamtej nocy? Mogło być miło – powiedziałem z wyrzutem.
-Nie muszę ci się tłumaczyć – Sara spoważniała i odwróciła się. Już chciała wrócić do swojego pokoju, ale ja wstałem z podłogi i szybko do niej podszedłem. Zatrzasnąłem ręką drzwi, które już otwierała, a ona odwróciła się do mnie gwałtownie.
-Mówiłem ci, że nie lubię gierek. Prowokujesz mnie, szczujesz jak psa, jęczysz jak suka, gdy robię ci dobrze, a potem znikasz na kilka dni. Zachowuj się jak dorosła kobieta, a nie gówniara.
-A ty zachowuj się jak facet, a nie napalony nastolatek, któremu…SUKA nie dała! – podkreśliła wymownie to obraźliwe słowo. Może niepotrzebnie je użyłem, ale alkohol wcale nie pomagał mi racjonalnie myśleć.
-Nie to miałem na myśli – dodałem przepraszająco, widząc, że poczuła się urażona.
-A ja myślę, że właśnie to i wiesz co? – nagle odepchnęła mnie od siebie – Lubiłam cię i fakt, prowokowałam i szczułam, ale chciałam byś się zniechęcił i wyprowadził – te słowa zabrzmiały szczerze.
-Dlaczego miałbym się wyprowadzić? – zapytałem. Byłam zaskoczony.
-Nie pasujesz do nas, a ja źle się czuję, gdy jesteś w domu – odpowiedziała, ale to już nie zabrzmiało szczerze.
-Sara, co ty pieprzysz?
-Nic… - nagle znowu odwróciła wzrok – Wracam do siebie, Marshall i chciałabym żebyśmy się unikali i ignorowali. Tak będzie najlepiej – dodała niepewnie. Totalnie nic z tego nie rozumiałem. O co jej chodziło?
-Najlepiej dla kogo? – dopytałem. Nie miałem zamiaru jej odpuścić.
-Dla mnie. Każdy niech się martwi o własny tyłek, okej?
-Spoko, można żyć myśląc tylko o sobie, ale to trochę słabe. Ja niczego od ciebie nie oczekuję i chcę tylko wyjaśnić kilka spraw. Nie musisz się tłumaczyć, ale w takim razie nie wciągaj mnie w coś co jest popieprzone. Ja chcę tu po prostu tylko spokojnie mieszkać.
-Nikt nie pytał mnie o zdanie czy ja chcę byś akurat ty tu zamieszkał! – warknęła na mnie z agresją.
-A co ja ci zrobiłem?! – cofnąłem się o krok.
-Już mówiłam, że źle czuję się, gdy jesteś w domu.
-Ja pierdole co ty pieprzysz, Sara? – potrząsnąłem głową – Boisz się tego napięcia, które sama zbudowałaś, czy co? Jeśli tak, to od razu powiem, że nie musisz się martwić, bo nie jestem napalonym desperatem.
-Świetnie, w takim razie wyjaśniliśmy sobie wszystko, a ja wracam do łóżka.
Milczałem. Nie miałem ochoty kontynuować tej bezsensownej rozmowy. Sara patrzyła na mnie i bez słowa więcej wróciła do swojego pokoju. Byłem wkurwiony, bo ona dalej prowadziła tę pierdoloną grę. Była małą pieprzoną manipulantką i co najgorsze… zaczynało mi się to podobać.
Sobotni poranek na kacy, to totalny koszmar. Prawie zapomniałem jak to jest, ale zarzygana podłoga i smród w pokoju szybko mi przypomniały uroki takiego życia.
-O kurwa… Moja głowa – zawyłem, leżąc w łóżku. Nie miałem siły się podnieść i posprzątać wymiocin z podłogi. Nie miałem siły na nic. Przysnąłem i koło jedenastej zmusiłem się, by iść pod prysznic. Zrobiło mi się nieco lepiej, a w międzyczasie zadzwonił do mnie Ash i zapytał jak się czuję. Po głosie poznał, że nie jest najlepiej, więc zaprosił mnie do nich na obiad. Nie chciałem jednak nadużywać  gościnności Asha i Missy i tym razem odmówiłem. Ogarnąłem pokój, wmusiłem w siebie śniadanie i postanowiłem, że cały dzień spędzę przed telewizorem. Znowu przysnąłem, ale nagle obudził mnie dźwięk trzaskania drzwiami. Nie wiedziałem co się dzieje, ale zerwałem się z sofy w salonie. Ukradkiem zobaczyłem tylko, jak drzwi od pokoju Sary zatrzaskują się. Od razu tam poszedłem i wparowałem do środka, bez pytania.
-Możesz ciszej?! Mam kaca i każdy dźwięk, to dla mnie jak kula w łeb! – warknąłem, ale zatrzymałem się w pół kroku. Ona znowu płakała. Kurwa! Czemu miałem do niej taką słabość?
-Myślałam, że nikogo nie ma. Przepraszam – odpowiedziała cicho. Była w bardzo złym stanie. Gorszym niż ostatnio.
-Masz problemy na uczelni? – zapytałem. Tylko to przyszło mi na myśl. Sara jednak siedziała na brzegu swojego łóżka, z twarzą schowaną w dłoniach. Nie odpowiedziała, więc podszedłem.
-Sara… - chwyciłem jej nadgarstek, by spojrzała na mnie.
-Idź stąd, Marshall – wydusiła z siebie.
-Nie wyjdę dopóki na mnie nie spojrzysz.
Znowu zapadła cisza. Sara uspokoiła się, otarła łzy i odgarnęła włosy z twarzy, a potem spojrzała na mnie. Odsunąłem się widząc, że ma rozciętą wargę i opuchnięty policzek oraz oko.
-Co ci się, kurwa, stało? – zapytałem bezmyślnie.
-Uderzyłam się na treningu. To nic takiego – naprawdę starała się, by zabrzmiało to wiarygodnie. Prawie jej w to uwierzyłem.
-Co takiego niby trenujesz, że masz takie obrażenia?
-Mamy różne zajęcia na studiach. To akurat była samoobrona. Nie raz miałam już przez to siniaki – mimo że zabrzmiało to przekonująco, to mnie nie przekonało. Wiedziałem jednak, że Sara niczego mi nie powie. A na pewno niczego co chociażby ocierało się o prawdę.
-Chodź… - złapałem ją za rękę – Zrobię ci zimny okład i trzeba coś zrobić z tymi ustami – chwyciłem jej brodę i musnąłem palcem rozciętą wargę. Sara skrzywiła się, ale spojrzała na mnie znowu.
-Tak, zdecydowanie musisz coś z nimi zrobić – odpowiedziała i oblizała wargę. Chyba nie zrobiła tego celowo, a te słowa miały mieć zupełnie inny wydźwięk, ale ja znowu zapragnąłem ją pocałować. Ogarnęło mnie to dziwne uczucie, które skupiało się w głowie, ale promieniowało aż do kutasa. Objąłem Sarę i klęknąłem między jej udami.
-Marshall… Nie…  - zaprotestowała, ale to było mało przekonujące.
-Tak. Właśnie, że tak, Saro – przyciągnąłem ją do siebie, tak, że usiadła na moich biodrach. Agresywnie wdarłem się do jej ust. Poczułem smak krwi, ale również słodkość śliny. To mnie podnieciło. Nie potrzebowałem delikatnych pieszczot. Tym razem po prostu pragnąłem się z nią pieprzyć. Sara na szczęście była w spódniczce, więc z łatwością zerwałem z niej majtki. Sam szybko zsunąłem swoje dresy i chwyciłem w dłoń twardego i spragnionego kutasa. Nie myślałem i niczym. Tylko o tym, by znaleźć się w niej jak najprędzej. To trwało dosłownie sekundy. Otarłem główkę penisa o jej morą cipkę. Sara wciągnęła głęboko powietrze, a ja zamknąłem oczy. Byłem pewny, że chciała tego równie mocno jak ja. Pchnąłem mocno i od razu poczułem opór. Sara krzyknęła i zacisnęła dłonie na moich barkach. Wtuliła się we mnie, bo jej ciało nie zgadzało się z rozumem. Była spięta, ale tak napalona, że nie zwracała uwagi na ból. Wycofałem się więc, splunąłem na dłoń i nawilżyłem kutasa, a potem jej cipkę, by nieco się rozluźniła. Nic nie mówiliśmy, tylko dyszeliśmy ciężko i szybko. Po chwili już w niej byłem. Cały. Do końca. I wtedy jęknąłem głośno.
-Sara… - w głowie zaczęło mi się kręcić. To co czułem było nie od opisania. Wiedziałem, że zaraz dojdę, ale miałem to gdzieś. To nie był czas na popisy czy seks maraton. Nie tego w tym momencie pragnęliśmy – Tabletki… Bierzesz? – zapytałem ochryple, bo przecież nie miałem na sobie prezerwatywy.
-Nie martw się o to – odpowiedziała i sama zaczęła się poruszać. Pchnęła mnie tak, że opadłem na plecy, a ona na mnie. Leżałem na dywanie i nic więcej nie musiałem robić. Ona doskonale wiedziała co i jak. Zaczęła mnie ujeżdżać dziko i ostro. Patrzyłem na nią. Praktycznie się nie ruszałem. To było jak trans. Robiła to jak… profesjonalistka. Znała wszystkie sztuczki. Znała swoje ciało i wykorzystywała to. Chciałem zdjąć z niej bluzkę, ale gdy podniosłem ręce, Sara chwyciła je i przyszpiliła do dywanu. Pocałowała mnie, a ja wtedy zacząłem dochodzić. Krzyknąłem głośno, bo miałem wrażenie, że ból mieszał się z rozkoszą. Jej cipka pulsowała mocno, co potęgowało moje doznanie. Siłowałem się z jej rękoma, by w końcu objąć ją mocno i docisnąć do siebie. I wtedy ona znowu wyjęczała moje imię. Wiedziałem, że jest blisko, więc poruszyłem się lekko. Wycofałem i wszedłem znowu w to słodkie i mokre ciepło. Obłędną przyjemność. Sara zadrżała i uległa mi całkowicie. Opadła na mnie, a ja powolnymi pchnięciami doprowadziłem ją do orgazmu. Poczułem jak osiągnęła spełnienie i chciałem spojrzeć jej w oczy, ale ona wtuliła w moje ramie. Wiedziałem, że nie chciała bym na nią patrzył i tym razem odpuściłem. Oboje dyszeliśmy ciężko. Było mi niewygodnie na tym pieprzonym dywanie i okropnie gorąco, ale leżeliśmy tam dłuższą chwilę.
-Wszystko w porządku? – zapytałem cicho. Sara w końcu podniosła głowę i spojrzała na mnie.
-Chwilowo tak. Dziękuję – odpowiedziała i pocałowała mnie czule. Pierwszy raz zrobiła to w taki sposób. Spodobało mi się to. Czułość była dla mnie odległym uczuciem, ale w jej wydaniu nabierała zupełnie innych barw. Przestałem się tego bać. Chwilowo. Ale to już było naprawdę coś.

Rozdział 7

Skłamałbym mówiąc, że nie byłem zadowolony z tego poranka. Mimo zaskakującego finału nie żałowałem tego co się stało. Sara chyba też nie żałowała, bo po szybkim numerku na dywanie, zrobiliśmy to jeszcze raz pod prysznicem, a potem w kuchni, zaraz po obiedzie. Nie mogłem się nią nasycić. Z każdą sekundę pragnąłem jej bardziej, ale wtedy jeszcze mnie to nie martwiło. Chciałem korzystać z życia. W końcu mogłem to robić swobodnie. Mogłem decydować o sobie, nie krzywdząc przy tym nikogo. Zaczynałem nowy etap i podobało mi się to wszystko co się działo. Nowe miasto, praca, znajomości, które nie wpływały na mnie źle. To było coś stabilnego, a jednocześnie kruchego i ulotnego. Ja jednak nie chciałem tego stracić. Nie znowu.
-Może poszlibyśmy kiedyś razem na spacer, czy do kina? – zapytałem, gdy leżeliśmy z Sarą w salonie na sofie i oglądaliśmy kolejny sezon Gry o tron. Gładziłem jej nagie ramie, a następnie odgarnąłem włosy, gdy spojrzała na mnie.
-Shall… - zaśmiała się – Nie angażuj się w to za bardzo, bo… - urwała w pół zdania.
-Bo co? – skrzywiłem się. Te słowa zabrzmiały dziwnie.
-Bo to tylko seks, a ja nie chcę, by Matt się dowiedział, że my…
-Domyślam się, że ma się niczego nie dowiedzieć, ale ja nie proponuję ci randki ani związku. Spędźmy razem więcej czasu i tyle – podsunąłem się do pozycji półsiedzącej. Sara również usiadła i owinęła się kocem. Nadal była naga i cholernie mnie to kręciło.
-Myślałam, że jesteś dorosłym facetem, Marshall – powiedziała nagle.
-Bo jestem i nie rozumiem co to ma do rzeczy, Sara.
-Pieprzyliśmy się, było fajnie, ale nie dopisuj sobie do tego jakieś historyjki. Nie jestem dziewczyną z którą chciałbyś chodzić na spacery czy do kina. Uwierz mi.
-A taką z którą mogę się pieprzyć, to już jesteś? – zapytałem wprost. Nie rozumiałem jej i chyba nigdy wcześniej nie znałem kogoś tak skomplikowanego.
-Z tego co wiem, ani razu nie wylądowaliśmy w łóżku – próbowała zmienić temat, ale ja już zdążyłem się wkurwić. Nawet jej słodki uśmiech mnie nie uspokoił. Wstałem i postanowiłem iść na siłownie. Poszedłem do siebie, by się ubrać. Nie odzywałem się do Sary, a ona nie kontynuowała tematu. Tak było jej wygodnie. Nie byłem pewny czy ona po prostu udawała, czy faktycznie taka była? Nie chciało mi się w to wierzyć. Może nie byłem specjalistą od ludzkich osobowości, ale ona skrywała pod skórą wiele sekretów i grała. Tak. Ona nie żyła. Grała.
Na siłowni wydusiłem z siebie siódme poty. Byłem skonany, ale poczułem się lepiej. Przez te dwie godziny wyżywałem się na worku treningowym i sztandze. Na posterunku panował spokój, ale przy okazji zajrzałem do chłopaków. Akurat grali w karty i rozmawiali o czymś bardzo intensywnie.
-Ash podobno nigdy nie zdradził swojej żony – powiedział jeden ze strażaków, rzucając karty na stół – Mam karetę! – dodał zadowolony.
-Pierdoli głupoty. Teraz udaje przykładnego męża, ale kiedyś przecież tak nie było. Jak zaczynał u nas, to chodził z nami co piątek na ruchanie i nie miał wyrzutów.
-Swoją drogą niezła ta jego żonka. Z chęcią bym jej… - wszedłem do pomieszczenia gdzie chłopaki odpoczywali przed albo po akcji.
-Lepiej nie kończ zdania. Missy to świetna babka, a Ash ja kocha i to trochę słabe, że obrabiacie mu dupę za plecami – powiedziałem zirytowany.
-A ty co tu robisz, Shall?  Chyba masz dziś wolne – odezwał się najstarszy strażak z grupy. Sam był facetem koło czterdziestki. Nie miał żony, ani dzieci. Najwidoczniej był też opowiadaczem przeróżnych historii o tym kogo, gdzie i kiedy miał okazję pieprzyć. Nie lubiłem takich ludzi.
-Wpadłem na siłownie.
-To teraz albo do nas dołącz, albo nie wtrącaj się w męskie rozmowy – cała załoga zaczęła się śmiać. Nie należałem do ekipy. Tylko tu sprzątałem i wtedy uświadomiłem sobie, że tak jest nawet lepiej. Nie musiałem mieć całej zgrai głupich kumpli. Wystarczył mi Ash, bo jego naprawdę szczerze lubiłem.
-Męskie rozmowy o ruchaniu żony kumpla z pracy? – prychnąłem pod nosem – Tak, to takie, kurwa, męskie… - dodałem i odwróciłem się, a następnie wyszedłem. Nie chciało mi się z nimi gadać, a na pewno nie o takich sprawach. Byłem inny, nie dobry, nie zły… Inny, ale pasowało mi to. Tutaj w Nowym Jorku miałem czystą kartę i od mnie zależało jak ją wypełnię. Na razie nie wyglądało to źle. Nagle znowu pomyślałem o Sarze. To była dla mnie największa zagadka. Intrygowała mnie, podniecała, wkurwiała. Miała w sobie coś, co sprawiało, że chciałem ją lepiej poznać. Jak miałem to jednak zrobić, skoro sam nie chciałem zdradzać o sobie za wiele? To nie było fair. Wiedziałem, że to nie wypali. Coś za coś. Nic na tym świecie nie było za darmo.
Wróciłem do domu i szczerze mówiąc liczyłem, że Sary nie będzie. Niestety zastałem ją w kuchni, gdy malowała sobie paznokcie. Wyglądała jakby szykowała się na wieczór. Nałożyła bardzo dużo makijażu, by ukryć posiniaczony policzek. Nie znałem tych babskich sztuczek, ale usta również zakamuflowała i nie było widać opuchlizny. Spojrzałem na nią, ale mnie zignorowała. Chyba powinienem się do tego przyzwyczaić, ale to wszystko było za świeże. Czułem, że coś we mnie pęka. Zmienia się. Mur się kruszył, ale Sara otaczała się nim wtedy kiedy było jej niewygodnie. Nie potrafiła się otworzyć i szczerze porozmawiać. Wkurwiało mnie to. Zacząłem odczuwać znużenie tą sytuacją, a trwało to przecież zaledwie kilka dni.
-Kiedy wraca Matt? – zapytałem, wchodząc do kuchni, by zrobić sobie kolację. Sara właśnie kończyła układać włosy, a ja stwierdziłem, że lepiej wyglądała bez tego całego makijażu i kurewskich ciuchów. Tak. Sara ubrała się jak dziwka. To było moje pierwsze skojarzenie na skórzaną sukienkę, która zaczynała się tuż nad piersiami i ledwo zasłaniała tyłek. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że nie podobał mi się fakt, że ona miała zamiar wyjść tak z domu. To było irracjonalne.
-Jutro wieczorem. Został u rodziców – rzuciła zdawkowo i wstała z taboretu w kuchni. Mój wzrok bezwiednie powędrował na jej pupę, a ja nagle dostrzegłem, że Sara nie miała na sobie majtek. Przemilczałem to. Co mnie to w ogóle obchodziło? Tak naprawdę nic, ale poczułem się dziwnie. I nie, to nie była zazdrość.
-A ty? Masz zamiar wrócić dziś do domu? – byłem złośliwy. Moje pytanie sugerowało odpowiedź, więc Sara niczego więcej nie powiedziała. Przeszła obok mnie, a ja poczułem zapach jej słodkich perfum. Obejrzałem się za nią. Była tak kurewsko zgrabna w tych wysokich butach. Ta kieca nie zostawiała wiele wyobraźni, ale ja nie musiałem sobie niczego wyobrażać. Doskonale pamiętałem jak to było czuć ją. Być w niej. Zrobiłem się twardy i nagle postanowiłem, że spróbuję zatrzymać Sarę w domu. Mieliśmy przecież kolejną noc do dyspozycji, bo Matt miał wrócić dopiero następnego dnia wieczorem. Dlaczego znowu mieliśmy nie powtórzyć tych wspólnych chwil? Ja miałem na to ogromną ochotę. Ruszyłem więc do pokoju Sary, gdzie grała głośna muzyka  i nawet nie zapukałem, po prostu wszedłem. Chciałem podejść i wziąć ją w ramiona, by móc pocałować, a zastałem ją, jak wciągała nosem kreskę białego proszku ze stolika nocnego. Zamarłem.
-Co ty, kurwa, odpierdalasz?! – wrzasnąłem na nią. Sara odskoczyła, bo musiała mnie nie usłyszeć. Spojrzała na mnie z obojętnością, wytarła dłonią nos i zaśmiała się żałośnie.
-Korzystam z życia.
Byłem totalnie zaszokowany i wkurwiony. Nie mieściło mi się w głowie, że Sara mogła mieć tego typu problemy. To jednak tłumaczyło wiele. Nie mogłem uwierzyć w to co widziałem, ale taka była prawda.
-Znam to „korzystanie z życia”, Sara i to do niczego dobrego nie prowadzi  - starałem się być spokojny, bo doskonale wiedziałem, że kłótnia niczego by nie zmieniła. Nie miałem prawa prawić jej kazań. Niczego nie mogłem jej kazać, a nawet jakbym poprosił, to ona i tak by tego nie zrobiła.
-Nie robię tego codziennie i panuję nad tym – nagle zaczęła się tłumaczyć. Ściszyła muzykę i wrzuciła do swojej niewielkiej torebki kilka rzeczy. Komórkę, portfel i dokumenty. Patrzyłem na nią i nadal niedowierzałem w to co się stało.
-Myślisz, że wypuszczę cię teraz z domu? – zapytałem, stając w drzwiach. Sara spojrzała na mnie i znowu się zaśmiała.
-A ty co? W mojego ojca się zabawiasz?
-Nie, ale nie wiem co to było za gówno i nie będę ryzykował, że coś ci się stanie. Zostajesz w domu! – powiedziałem groźnie.
-To była kokaina. Najlepszy towar. Chcesz spróbować? – była arogancka i wredna. Wyciągnęła z szuflady szafki kolejny woreczek z proszkiem. Skąd ona miała to gówno? Jakim cudem było ją na to stać?
-Zatrzymam cię siłą, Sara. Nie próbuj swoich sztuczek – podeszła do mnie. Już była pod wpływem, co oznaczało, że brała wcześniej. Zanim wróciłem do domu.
-I co mi zrobisz, co? – oblizała usta. Znowu zachowywała się jak suka. Wyuzdana, wredna, perwersyjna i nieznająca granic dziwka. Nie lubiłem jej takiej, chociaż fascynowała mnie wtedy najbardziej. To był paradoks. Chciałem by była normalna, a jednocześnie właśnie ta „zła” strona ciągnęła mnie do niej. Wiedziałem, że to wszystko źle się skończy, ale granica już została przekroczona, a ja nie mogłem się wycofać.

Rozdział 8

Zdarzyło mi się kiedyś uderzyć kobietę. Ba! I to nie raz, ale nigdy więcej nie chciałem tego powtarzać. To było złe, i nawet jeśli Sara zachowywała się karygodnie, to ja nie miałem prawa jej dotknąć. Nie tak. Nie pod wpływem takich nagłych emocji. Co z tego, że prowokowała? Była naćpana i znowu grała w tę grę, która wykańczała ją fizycznie i psychicznie. Zagrodziłem jej drogę, gdy chciała wyjść z pokoju i wtedy mnie odepchnęła. Nie zrobiło to na mnie wrażenia, ale ona nie potrafiła odpuścić. Zrobiła to znowu, a gdy ani drgnąłem… uderzyła mnie. Pięścią w klatkę. Zacisnąłem dłonie, by się opanować. Brzydziłem się przemocą, chociaż kiedyś sam bardzo często ją stosowałem. To był mój koszmar. Moja przeszłość i to co się stało… Nie chciałem zapomnieć, ale nie chciałem też być taki jak kiedyś. Pragnąłem zmiany i odcięcia się od tamtego życia.
-Jeśli zrobisz to jeszcze raz, to ci oddam – ostrzegłem ją. Mówiłem całkiem poważnie, ale ona oczywiście wzięła to za kłamstwo. Znowu się zamachnęła, a ja wtedy złapałem gwałtownie jej nadgarstek i odepchnąłem.
-Jesteś damskim bokserem? Nie uwierzę, Shall… - zaczęła się śmiać. W sumie to wyśmiewała mnie, a ja już byłem na granicy. Naprawdę nie chciałem tego robić, ale Sara w tym momencie nie panowała nad sobą. Chwyciła z komody pod ścianą wazon w którym stały białe róże i cisnęła nim we mnie. Zasłoniłem się rękoma, szkło odbiło się ode mnie i roztrzaskało, a następnie rozsypało na całej podłodze. Byłem w szoku, a ona zaczęła rzucać we mnie kolejnymi przedmiotami. Butami, ubraniami, książkami i płytami. Zachowywała się jak niezrównoważona. Krzyczała. Wyzywała mnie. Obrażała. Zaczęła też płakać, ale chyba ze złości. Następnie rzuciła się na mnie. Dźwięk gniecionego pod jej butami szkła dudnił mi w uszach. Uderzyła mnie w twarz i wtedy zareagowałem. Oddałem jej. Otwartą dłonią wymierzyłem jej lekki policzek. Miałem nadzieję, że dzięki temu się uspokoi, ale nie… Ona wpadła w jeszcze większy szał. Zaczęła mnie okładać coraz mocniej. Szarpała się, gdy chciałem unieruchomić jej dłonie. W końcu stało się. Znowu byłem starym Shallem… Uderzyłem ją naprawdę mocno. Sara zachwiała się na obcasach i prawie upadła. Szał zniknął z jej twarzy. Nagle chwyciła się za policzek, a następnie spojrzała na mnie. Kurwa! Dostrzegłem krew na jej ustach. Rozciąłem jej wargę, albo naruszyłem tę ranę, którą miała wcześniej. To nie było istotne. Fakt był taki, że znowu przemawiała przeze mnie agresja. Chwilowo myślałem, że dobrze zrobiłem. Że się jej należało. Że zasłużyła. Myślałem o Sarze najgorsze rzeczy. Dziwka. Manipulantka. Kurwa. Suka. Tak… takie słowa przychodziły mi na myśl. Nie żałowałem jej. Nie było mi jej szkoda. Po prostu dostała to czego chciała. Prowokowała? Ja zareagowałem. To wydawało się takie proste, ale nie było. Musiałem wyjść, by nie zrobić jej większej krzywdy. Byłem przecież do tego zdolny. Byłem… Byłem mordercą.
Wybiegłem z mieszkania, a następnie z schodami dotarłem na sam dół. Nie czułem niczego. Znowu byłem niczym. Nikim. Nicością. Pustką. Przed oczami miałem obrazy z tamtej nocy. Migające światła. Krzyk. Hamowanie. Ciało dziewczyny leżące na środku drogi. Tak bardzo nie chciałem wracać do tamtych wspomnień, ale to było silniejsze ode mnie. Nigdy nie zapomnę, gdy w sądzie dla nieletnich, podczas ogłaszania wyroku, matka tej dziewczyny patrzyła na mnie. W jej oczach nie było nienawiści. Był żal, że zabiłem jej jedyną córkę, która wieczorem wracała z dodatkowych zajęć, bo chciała dostać się na dobre studia. Szła uboczem. Ja jechałem pod wpływem. Zabrałem wtedy auto ojca. To nie mogło skończyć się dobrze i nie skończyło. Wyrok był śmieszny, ale takie mamy prawo. Dorosły człowiek odsiedziałby za to długie lata, a ja jako piętnastoletni gówniarz dostałem tylko poprawczak i mnóstwo godzin robót społecznych. Terapia nie pomogła, bo pani psycholog nie potrafiła do mnie dotrzeć. Nikt nie potrafił. Ja sam zamykałem się na tę dobrą stronę, która gdzieś tam we mnie była. Wiedziałem o tym, ale bałem się otworzyć i obnażać najbardziej osobiste uczucia, bo to sprawiało, że byłem słaby. Ile razy miałem myśli samobójcę? Nie potrafiłem zliczyć. Pojawiały się one wtedy, gdy próbowałem się otworzyć. Potrzebowałem znaleźć bezpieczny balas pomiędzy tym złym, a dobrym Shallem. Potrzebowałem przebaczenia. Odkupienia. Nikt jednak nie potrafił mi tego dać. Idąc ulicą Nowego Jorku uświadomiłem sobie, że już zawsze będę czuł się winny. Że to nigdy się nie skończy. Każde miasto. Każde nowe miejsce. To nic by nie zmieniło. Problem był w mojej głowie. Przeszłość, która rzutowała na to co działo się teraz i na to co mogło się wydarzyć. Co z tego, że chciałem żyć normalnie skoro nikt mnie tego nie nauczył? Od najmłodszych lat sprawiałem problemy. Żyłem pod kloszem. Byłem kontrolowany, oceniany, krytykowany i buntowałem się przeciwko temu. Moi rodzice chyba wyczuwali we mnie to zło. Wiedzieli, że ich syn jest zły i zapewne chcieli mnie przed tym ochronić, ale im się nie udało. Było mi wstyd, że ich zawiodłem, ale nie potrafiłem im tego powiedzieć. Miałem wrażenie, że dla nich nie istnieję i chyba tak było lepiej. Mogli zapomnieć o dramatycznej przeszłości i zająć się sobą. Kochali się i ja doskonale o tym wiedziałem. Matka nigdy nie pracowała, bo zajmowała się domem. Ojciec pracował i rządził w domu, a ja nie powinienem tego oceniać. Skoro mamie to pasowało, to co mi było do tego? Nie bił jej. Nie krzywdził. Oni się nawet nie kłócili. Wkurwiało mnie to. Każde normalne małżeństwo się przecież kłóci, ale nie oni… Ojciec mówił tak, więc tak było. Ze wszystkim. Remont kuchni? Mama nienawidziła czerwonego koloru, ale ojciec zadecydował, że nowe szafki będą właśnie w tym kolorze. Matka musiała codziennie gotować obiad w kuchni, której nienawidziła. Nowy samochód? Mama bała się szybkich aut, ale ojciec kupił sportowego Chevroleta. Święta Bożego Narodzenia? Spędźmy je na Rodos zamiast w rodzinnym gronie. Tak... Tak wyglądało ich małżeństwo. Najbardziej jednak zapamiętałem z domu jedną rzecz. Gdy miałem siedem, może osiem lat, przyniosłem do domu małego kota, którego znalazłem pod szkołą. Poprosiłem matkę byśmy go zatrzymali, ale ojciec oczywiście się nie zgodził. Był środek zimy, a on wyrzucił tego malucha na mróz. Płakałem i prosiłem ojca, by pozwolił mi go trzymać w pokoju. Obiecywałem, że będę się nim zajmował, karmił, sprzątał po nim… Byłem tylko dzieckiem, które chciało mieć zwierzątko. Tamtego dnia ojciec zamknął mnie w pokoju na klucz, bym nie wychodził. Rano znalazłem tego kota pod naszymi drzwiami. Zamarzł w nocy. To był ostatni raz kiedy płakałem. Od tamtej pory wszystko zaczęło się zmieniać. Nienawiść wzrastała we mnie, a im byłem starszy, tym bardziej potrafiłem ją wyrazić. Najpierw przez krzyki, buntowanie się. Potem przez przemoc, picie, narkotyki. Nie umiałem inaczej, ale czy mogłem winić za to mojego ojca? Chyba nie.
Zatrzymałem się dopiero, gdy poczułem na swojej ręce czyjąś dłoń. Odwróciłem się gwałtownie i ujrzałem starszego mężczyznę, który właśnie uratował mi życie. Rozejrzałem się. Stałem na przejściu dla pieszych, a przede mną właśnie przejechał autobus. Cofnąłem się.
-Ja pierdolę… - wypuściłem głęboko powietrze.
-Zamyślony i zakochany. Uważaj na siebie synu – mężczyzna obdarzył mnie szerokim uśmiechem i oddalił się powoli. Ja dalej stałem jak wryty. Serce waliło mi jak szalone. Potrząsnąłem głową i schowałem się w ciemnej uliczce między dwoma sklepami. Oparłem się o zimny mur i próbowałem uspokoić. Dłonie mi się trzęsły, a w głowie pulsował kurewski ból. Co miałem zrobić? Gdzie iść? Do mieszkania nie chciałem wracać i jedyne co przyszło mi do głowy, to Ash. Było mi źle i niezręcznie, ale postanowiłem iść do niego. Nie chciałem prosić o pomoc, ale musiałem gdzieś przespać tę noc. Poszedłem tam na piechotę, by zdążyć dostatecznie ochłonąć. Było koło dziesiątej wieczorem, gdy dotarłem pod drzwi mieszkania. Zapukałem, a otworzyła mi Missy. Spojrzałem na nią, a ona jakby doskonale wiedziała, że nie jest dobrze.

-Ash! – zawołała męża – Mamy gościa. Przygotuj sofę w salonie, a ja znajdę pościel! – dodała i pokazała bym wszedł do środka. O nic nie pytała, a ja byłem jej za to dozgonnie wdzięczny. 

Udostępnij ten post

1 komentarz :

  1. Kocham i nie moge sie doczekac reszty :)

    OdpowiedzUsuń

K.N. Haner - autorka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka