okładki

okładki

Na szczycie. Właściwy rytm - fragment przedpremierowy #2

Cześć Kochani!

Wiem, że wiele osób z niecierpliwością czeka na premierę czwartej części Na szczycie, więc mam dla Was drugi przedpremierowy fragment. Tym razem coś zabawnego :) 

Zapraszam serdecznie! :) 

Do hejterów i zazdrośników: po co znowu tu wlazłeś? Po co to czytasz skoro nie podoba Ci się moja twórczość? Nie szkoda Ci czasu na śledzenie moich poczynań? Zajmij się czymś pożytecznym.



W południe pojechałam z Simonem do jednego z centrów handlowych
niedaleko domu Donovanów, by kupić w końcu ten biustonosz
do karmienia. Sedrick został z dziećmi i obawiałam się, czy poradzi
sobie sam przez te kilka godzin. Ranek był naprawdę miły. Zjedliśmy
razem śniadanie i poszliśmy z dziećmi na spacer do ogrodu. Sed
w końcu narobił brzdącom mnóstwo zdjęć i nawet pozwoliłam mu
pstryknąć kilka podczas karmienia. Niezmiernie go to ucieszyło i nie
ukrywałam, że mnie też. Powoli otwierałam się na niego, a to było
ważne, skoro mieliśmy zamieszkać razem.
– Poprosimy dla tej pani biustonosz o miseczce Z – zawołał od
progu sklepu Simon, przykuwając uwagę wszystkich kobiet. Szłam
za nim i nie wiedziałam, czy mam się roześmiać, czy zdzielić go po
głowie.
Młoda, uśmiechnięta ekspedientka podeszła do nas i zapytała:
– W czym mogę państwu pomóc?
– No, po stanik przyszliśmy. Taki największy na te dwa mleczne
hangary. – Dotknął wymownie moich piersi, a ja wywróciłam oczami.
Już dawno przyzwyczaiłam się do tego, że Simon obmacywał mnie,
gdy tylko mógł. Teraz, kiedy moje piersi były duże i nabrzmiałe od
mleka, robił to przy każdej okazji.
– Rozumiem, że poszukują państwo stanika do karmienia? – zapytała
rozbawiona dziewczyna.
– Dokładnie tak! – kontynuował Simon, nie dając mi dojść do
głosu. – Czy ty sobie wyobrażasz, jaka ona mokra budzi się w nocy?
Cycki jej przeciekają i całą koszulę ma w mleku, o tutaj… – Simon
zatoczył dwa kółka dłonią na wysokości piersi i spojrzał na mnie. – Ja
przy okazji mogę sobie popatrzeć na konkurs mokrego podkoszulka,
ale jej facet się za to wkurza. – Puścił oczko do ekspedientki, która
rozpływała się pod słodkim, zadziornym spojrzeniem Simona.
– Miała pani dobierany kiedyś biustonosz? – zapytała.
– A, i jeszcze dojarkę potrzebujemy! – dodał zadowolony. Skrzywiłam
się. Dojarkę?
– Laktator, a nie dojarkę – wtrąciłam.
– A to nie to samo? – Wiedziałam, że zgrywał głupa, ale byłam na
granicy, by mu nie przywalić.
– Więc potrzebują państwo biustonosza i laktatora, tak? – dopytała
dziewczyna.
– Tak – odpowiedziałam.
– A co to właściwie jest ten laktator? – zapytał Simon.
– To urządzenie do ściągania mleka z piersi, proszę pana.
– I to tak zasysa i leci? – Jego ciekawość mnie dobijała.
– Tak – odpowiedziała, rumieniąc się.
– A macie coś takiego na penisy? W sumie to dobre by było… –
Wbiłam w niego spojrzenie i trąciłam, by się uspokoił.
– Simon! – warknęłam na niego dodatkowo.
– No co? Pytam tylko. Niektórzy są honorowymi dawcami krwi,
to ja mogę być honorowym dawcą spermy! Mam dobre geny – powiedział
to tak głośno, że wszystkie kobiety w sklepie się roześmiały.
– Ale z ciebie idiota! – Trąciłam go mocniej.
– Może i idiota, ale jaki seksowny. – Uniósł lekko koszulkę, pokazując
swój umięśniony brzuch. Wywróciłam oczami, bo nie robiło to na mnie już żadnego wrażenia. Ekspedientka jednak właśnie miała
zawał i orgazm w jednym, a sądząc po tym, jak patrzył na nią Simon,
zaraz miała rozłożyć jej nogi w jednej z przymierzalni.
– Dobrze, możemy kupić ten stanik? – wtrąciłam.
– Oczywiście. Ja chętnie popatrzę! – Usiadł na sofie naprzeciwko
szeregu przymierzalni i zrobił zadowoloną minę. Co w niego dziś
wstąpiło? Nie pamiętam, żeby był taki napalony. Dziewczyna zaprosiła
mnie do jednej z kabin, by dobrać mi rozmiar, a Simon zerwał się
na równe nogi. – Mogę pomóc? – zapytał, także biorąc do dłoni centymetr
krawiecki, by mnie zmierzyć.
– Oszalałeś chyba! Wynocha mi stąd. – Wypchnęłam go lekko
z kabiny. Wstydziłam się rozebrać przed lustrem, a ten mi tu pokaz
chciał urządzać. Nawet przy Sedzie jeszcze krępowałam się choćby
przebrać czy chodzić w samej piżamie bez szlafroka.
– Reb, nie wygłupiaj się. Przecież widziałem cię nagą! – Stanął pod
drzwiami przymierzalni. Jego głos niósł się po całym sklepie. Zrobiłam
się cała czerwona, ekspedientka również.
– Czas przeszły! – Zaparłam się dłonią o drzwi, by nie wlazł do
środka. Trey mu w nocy nie dogodził czy co? – zastanawiałam się.
– Pogadamy o tym jeszcze… – Chyba odszedł gdzieś dalej, a ja
w końcu miałam chwilę, by dobrać biustonosz do karmienia. Kupiłam
od razu trzy, i do tego laktator.
Gdy zapłaciłam, Simon właśnie wrócił z innego sklepu. Był zadowolony
i widać, że coś kombinował. Podszedł do mnie, tak głupkowato
się uśmiechając.
– Co tam, mamuśka? – zapytał, trącając mnie lekko w bok.
– Nic. Ja kupiłam, co chciałam, a ty co kupiłeś? – Próbowałam zajrzeć
mu do torby, ale mi nie pozwolił.
– To teraz gdzie? Jemy coś czy wracamy do kup, pieluch i pudrowej
zasypki? – Zaśmiał się. Miał dziś wyjątkowo dobry humor, w sumie to
i mnie się to udzieliło.
– Możemy zjeść, zanim Sed zadzwoni, że sobie nie radzi z maluchami
– powiedziałam drwiąco. Ciekawa byłam, co robią. To pierwszy
raz, gdy został z nimi sam na kilka godzin.
– Poradzi sobie. Świetny z niego ojciec – stwierdził Simon i pokazał
na najwyższe piętro centrum handlowego, gdzie mieściły się
restauracje. – Sushi? – zaproponował.
– Może być. Obym od tego nie przytyła! – Zaśmiałam się, a tak
naprawdę wcale mi nie do śmiechu. Moje ciało po porodzie i ciąży
wyglądało jak kompletna katastrofa. Lekarz niby powiedział, że wrócę
do normy, brzuszek spadnie i jeśli będę ćwiczyć, to jest szansa, że
nie będzie tak źle, ale marnie to widziałam. Od porodu minęły prawie
cztery tygodnie, a ja wyglądałam, jakbym nadal była w ciąży.
– Mała, nie przesadzaj, dobrze wyglądasz – stwierdził Simon,
przypatrując mi się uważnie.
– Daj spokój, mam w domu lustro – odpowiedziałam i znowu
się zawstydziłam. Simon zawsze wyglądał seksownie. Mógłby włożyć
worek na ziemniaki i każda kobieta nadal piszczałaby na jego
widok. To po prostu ten typ faceta, którego chcesz mieć między swoimi
nogami. Wzbudzał zainteresowanie nawet na zwykłych zakupach.
Na szczęście w Nowym Jorku ludzie są nieco mniej odważni i wyzwoleni,
by tak podejść i zagadać. Może dlatego, że ja z nim byłam?
– Chyba jakieś krzywe zwierciadło. – Objął mnie i ruszyliśmy na
ruchome schody, by wjechać na piętro. Wybraliśmy bar sushi, gdzie
ugoszczono nas wręcz po królewsku. Dostaliśmy stolik na tarasie na
samym dachu centrum handlowego, widok był powalający. Simon
zamówił mnóstwo jedzenia, bo uwielbia sushi, a ja zdałam się na jego
gust. Nie mogłam jeść surowego mięsa, więc wszystko było z pieczonym
łososiem albo kurczakiem. Pyszne! Nie mogłam się oderwać od
kolejnych roladek.
– Trey ucieszył się z prezentu? – zapytałam ciekawa. Simon z ustami
pełnymi ryżu wyszczerzył się szeroko.
– Był zachwycony! – odpowiedział. Trey w prezencie od swojego
ukochanego dostał zestaw seksualnych zabawek i zaproszenie na najlepszy
striptiz w Nowym Jorku.
– Próbowaliście już coś z tych zabawek?
Simon spojrzał na mnie podejrzliwie.
– Nadal próbuję namówić go, żeby dał mi się przelecieć, ale to
ciężka sprawa. Ja to nie wiem, przed czym on ma takie opory…
Roześmiałam się na widok jego miny.
– Wiesz, to pewnie tak, jakbym ja miała namówić Seda, by dał
sobie włożyć wibrator do tyłka… – wtrąciłam.
– Kurwa, Sed zgodziłby się prędzej niż ten mój pajac! – Simon się
roześmiał. – A wy coś już? – zapytał.
– Że niby ja i Sed? – Uniosłam brew.
– No, a kto, kurwa? – Rzucił mi spojrzenie.
– Simon, po pierwsze to miesiąc temu urodziłam dwoje dzieci
i nie mogę uprawiać seksu, a p drugie…
– Po drugie co?
– Po drugie nie wiem, czy potrafiłabym otworzyć się przed nim
tak jak kiedyś… – dodałam cicho.
– Oj, pieprzysz głupoty. Może jest między wami emocjonalna katastrofa,
ale seks zawsze jest dobry, skoro kiedyś taki był – stwierdził.
– Nie myślę o nas w takich kategoriach. Sed jest dla mnie jak obcy
człowiek. Naprawdę wiele się zmieniło, Simon…
– Ale zamieszkacie razem, tak? – dopytał.
– No tak…
– I prędzej czy później zatańczysz na jego kutasie, aż miło. Uwierz
mi. – Puścił mi oczko, a ja wywróciłam oczami.
– Nie sądzę – burknęłam pod nosem.
– Za dużo myślisz, mała. Dajcie sobie czas.
– Simon, to nie takie proste. Nie jesteśmy już małżeństwem, wzięliśmy
rozwód… To naprawdę wszystko zmieniło.
– Są śluby, rozwody i powroty, Reb. Nie chcę ci gderać i prawić
kazań, ale czas leczy rany. – Zaśmiał się. – To takie, kurwa, banalne,
a takie prawdziwe, mała. – Wyciągnął do mnie dłoń.
– No nie wiem…
– Przestań już analizować! Lepiej zobacz, co dla ciebie kupiłem! –
W końcu wyciągnął torbę, którą tak przede mną ukrywał, i postawił
ją na moich kolanach.
– To dla mnie? – zapytałam zaskoczona.
– Tak! – odpowiedział podekscytowany i pokazał, bym zajrzała
do środka.
Odwinęłam ozdobny papier i zobaczyłam komplet ekskluzywnej,
seksownej bielizny. Momentalnie zrobiłam się cała czerwona.
– Mam w tym dzieci karmić? – Wbiłam w niego spojrzenie.
– Jeśli lubisz… – Poruszył brwiami i wyciągnął ze środka skąpą
haleczkę. Chwyciłam ją i schowałam.
– Simon, nie zawstydzaj mnie w miejscu publicznym! – pisnęłam
i włożyłam torbę z prezentem pod krzesło.
– Nie zawstydzam! Bielizna to normalna rzecz! – oburzył się.
– Nigdy tego nie założę. Te majtki są za małe! – Zerknęłam niepewnie
jeszcze raz do torby. Komplet był piękny, ale na mnie wyglądałby
okropnie. Nie dla mnie takie skąpe stringi i przeźroczysta
haleczka.
– Za małe na co? – Odchylił się zza stołu i spojrzał na mnie.
– Na mój tyłek i brzuch! Ślepy jesteś, Simon? – warknęłam już
naprawdę zirytowana. Nie musiał silić się na uprzejmości, bo ja wiedziałam,
jak wyglądam. Skrzywił się, widząc, że nie żartuję.
– Mała, no coś ty…
– Skończmy ten temat. Dziękuję za prezent, ale nie musiałeś niepotrzebnie
się wykosztowywać. – Spuściłam wzrok. Mój humor kompletnie
się popsuł.
– Mam mnóstwo kasy. – Chyba próbował mnie rozbawić, ale mu
się nie udało.
– A ja nie i teraz zamiast ojca będzie utrzymywał mnie mój były mąż.
– Reb, cholera, nie chciałem cię urazić! – Przesiadł się na krzesełko
obok mnie i przytulił. Nie chciałam się rozpłakać, ale mi nie wyszło.
Znowu się rozryczałam, w dodatku przy tych wszystkich ludziach. –
Naprawdę nie chciałem! Nie płacz! – Zaczął pocierać delikatnie moje
plecy, by mnie uspokoić.
– Przepraszam, ale to chyba przez hormony – powiedziałam po
chwili, ocierając łzy. Spojrzałam na niego, po czym się roześmiałam.
– To chyba naprawdę hormony – stwierdził i popatrzył na mnie jak
na wariatkę, ale po chwili także się uśmiechnął. – Może nie poprawi ci
to samopoczucie, ale ja… – Pokazał na siebie w wymowny sposób. –
Ja z chęcią bym cię przeleciał mimo tego, jaka z ciebie mamuśka –
dodał zadowolony.
– Wiedziałam, że zawsze mogę na ciebie liczyć. – Położyłam mu
dłoń na ramieniu i rozbawiona ucałowałam go w policzek.

Udostępnij ten post

1 komentarz :

  1. Kasiu zabijasz mnie tymi fragmentami, a do października jeszcze tyle czasu.

    OdpowiedzUsuń

K.N. Haner - autorka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka